WEJŚĆ (od 21.10.2012r.)

sobota, 11 czerwca 2016

SIEDEM LAT - Druga Strona

7
Rozdział dodatkowy
7 srebrnych lat!
Ten rozdział to jeden z siedmiu części jakie pojawią się wkrótce na moich blogach z okazji 7 lat pisania opowiadań! Oto harmonogram:
Dzień 1 – PiR - Przeprowadzka
Dzień 2 – BE Drużyna Cyrusa
Dzień 3 – DS Przyszłość
Dzień 4 – GCz
Dzień 5 – 8C
Dzień 6 – Ukryty Epilog
Dzień 7 – ? ? ?
 
 
 PRZYSZŁOŚĆ
 
Ten rozdział dedykuję George, która od kilku miesięcy tworzy dla mnie fantastyczne fanarty z moich opowiadań. Jeden z nich będziecie mogli zobaczyć  w rozdziale.
Dziękuję George!



            Plaża. Słońce. Szum oceanu. Wiatr.
            Tak mogłem spędzać moje wolne dni. A odkąd dostałem awans miałem dużo więcej pracy niż jako ratownik. Moja przygoda z hotelem, która na początku miała być jednie pracą wakacyjną przedłużała się o kolejny rok. Mój transfer z ratownika na recepcjonistę odbył się prawie w sposób naturalny. Trevor mnie gorąco zachwalał i awans w sumie nadpłynął sam.
            Teraz miałem pod sobą blisko dwudziestoosobowy skład i cieszyłem się, że zespół był zgrany. Zdobyłem dużo więcej znajomych, zobaczyłem dużo więcej miejsc. Ogólnie praca po drugiej stronie hotelu mi służyła. Tak bardzo lubiłem być tym, który ma dostęp do zaplecza, kuchni, magazynów, mając prawie wszystkie przepustki.
            Dzisiaj jednak, po wyjątkowo stresującej zmianie, miałem dwa dni wolne, a to oznaczało, że miałem zamiar spędzić je ze swoimi najbliższymi. Dlatego, gdy leżałem plackiem na ręczniku, prażąc się w gorącym słońcu, cieszyłem się, że zaraz obok mnie siedzi mój chłopak – Aaron. Czytał książkę, którą kupiłem mu kilka dni temu jako bezwarunkowy odruch, mający na celu wprawienie go w dobry nastrój. Niestety Aaron ostatnio miał coraz więcej stresów w swojej pracy i coraz częściej myślał nad jej zmianą. Dlatego i on korzystał z dnia wolnego jak tylko się dało.
            – Bae – rzuciłem lekko. – Gdzie jest Delilah?
            – U swojej dziewczyny – odpowiedział Aaron, nie odrywając oczu od tekstu. – Napisała, że się spóźni.
            – Jezu, pewnie właśnie robią to co robią geje, tylko w kobiecej wersji – stwierdziłem.
            – Jeżeli masz na myśli to, że uprawiają seks, to pewnie masz racje – przyznał Aaron i poprawił swoje okulary przeciwsłoneczne. – Daj się jej nacieszyć. Doskonale wiesz jak przeżywa tę relację.
            – Prawie jej nie poznaję – przyznałem. Przekręciłem się na bok i oprałem o moje ramię, próbując skupić na sobie wzrok Aarona. W końcu zerknął na mnie. – Może i my powinniśmy zrobić to co robią lesbijski tylko w męskiej wersji?
            – Na plaży pełnej ludzi? – Aaron pokręcił głową. – Nie, Alanie. Wystarczyło, że raz zrobiliśmy to na plaży i nie wspominam tego najlepiej. Piasek jest po tym… wszędzie.
            – Oj, przestań – zamruczałem. – Tutaj wszędzie jest piasek. Nawet w pieczywie.
            Aaron roześmiał się.
            – Swoją drogą – spoważniał i spojrzał na ocean. – Musimy iść na zakupy.
            – Och, nieeee – jęknąłem i padłem na plecy, wydychając ciężko powietrze.
            – Musimy, Alan. Nie masz garnituru – przypomniał.
            – Kiedy ja nie lubię być pod krawatem…
            – Jeden wieczór wytrzymasz – stwierdził dobitnie i zamknął książkę. – Proszę, Alanie. Nie pójdziesz na ślub w kąpielówkach.
            – Mógłbym rozpocząć nowy trend – zasugerowałem. – Oj, daj spokój! To i tak będzie na plaży! Prawie…
            – Nie – oznajmił ostatecznie. – Jutro idziemy do sklepu i kupimy ci porządny garnitur.
            Najwidoczniej nie miałem wyboru. Ciężko westchnąłem. Aaron potrafił być uparty, gdy już sobie coś zaplanował. No i w głębi duszy wiedziałem, że ma rację. Oliwera i Marlona dzieliły już tylko kilka dni od zawarcia ślubu cywilnego. To miał być mój pierwszy ślub pary homoseksualnej w życiu i zastanawiałem się jak to będzie wyglądać. Byłem już na ślubie koleżanki ze studiów i jednej ze starszych kuzynek, gdy jeszcze mieszkałem w Polsce.
            Australia otwierała nowe możliwości dla związków.
            Czy Aaron oczekiwał oświadczyn? Byliśmy już ze sobą już prawie dwa lata, ale to chyba za wcześnie, aby decydować o czymś takim, prawda? Inaczej sprawa wyglądała u Marlona od zawsze zakochanego w Oliwerze, który uczucie odwzajemnił już cztery lata temu. Pomijając drobną przerwę, za którą jestem odpowiedzialny, Oliwer i Marlon byli w stabilnym związku od kilku lat.
            Uśmiechnąłem się do swoich wspomnień, gdy przypomniałem sobie całą sytuację związaną z oświadczynami Marlona. Była to okropnie długa, ale i przemyślana intryga, w której brali udział wszyscy bliżsi znajomi tej pary – w tym ja, Aaron i Delilah. Zaangażował nas Marlon i prawie nie mogłem uwierzyć, że miał tyle pomysłów.

***

            Plan był teoretycznie prosty, ale czasochłonny. Wszystko rozegrało się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, co oznaczało, że w Sydney panowało ciepłe lato bez grama śniegu. Tego dnia wszyscy przyjaciele Oliwera byli umówieni do parku wodnego, aby obejrzeć specjalne przedstawienie z muzyką Disneya (którą Oliwer uwielbiał, więc szybko dał się namówić na wzięcie udziału w tym wydarzeniu). Pod wejściem, gdzie pojawił się już spory tłum, głównie dzieci, Oliwer spotkał się z Delilahą, jej dziewczyną Joanne, Alanem, Aaronem, Ericą i Stevenem. Sporą grupką czekali jeszcze tylko na Marlona, który po jakiejś chwili napisał, że się spóźni i żeby już zajęli miejsca.
            – Najpierw przez tydzień nie przestaje o tym mówić, a potem się spóźnia – westchnął Oliwer. – Cały Marlon.
            Wszyscy próbowali ukryć uśmiech i zgodzili się z Oliwerem. Skasowali swoje bilety i weszli na teren basenu. Całkiem sporą, niebiesko-białą scenę imitującą podwodne królestwo, otaczał przeszklony basen, dzięki czemu można było zobaczyć co się dzieje pod wodą. Oliwer i jego przyjaciele zasiedli w pierwszy rzędzie, szczerze zaskoczeni (a przynajmniej większość udawała).
            – Mamy aż tak dobre miejsca? – Oliwer rozglądał się dookoła. – Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem.
            – Marlon się postarał – stwierdziła Delilah.
            Trybuny się zapełniały, a po Marlonie nie było ani śladu. Oliwer spojrzał tęsknie na puste miejsce obok niego i westchnął. Sięgnął po telefon, wybrał numer Marlona, ale ten nie odebrał.
            – Zaczynam się niepokoić – wyznał.
            – Spokojnie – powiedział Alan, machając niedbale ręką. – On nie przegapi okazji, aby popatrzeć na wodę.
            – To prawda – przyznał Aaron. – Spokojnie, Oliwer. Pewnie właśnie przechodzi przez bramki i nie widział sensu, aby odbierać połączenie.
            Oliwer nie wyglądał na spokojniejszego, ale w końcu pod naciskiem przyjaciół, odrobinę wyluzował. W końcu pogodził się z faktem, że Marlon naprawdę się spóźni.
            Natomiast Delilah wyciągnęła kamerę. Skierowała ją na siebie i przedstawiła całą sytuację.
            – Jesteśmy właśnie w Wodnym Parku Rozrywki Sydney – powiedziała. – Są z nami Joanne, Erica, Steven, Aaron, Alan, Oliwer i… spóźniony Marlon. Brawo, Marlon! Nie wiem co będziesz musiał zrobić, aby się po tym zrehabilitować u swojego chłopaka.
            – Totalnie! – Alan przysunął się do przyjaciółki, aby widać go było w obiektywie. – Nie martw się, nagramy przedstawienie dla ciebie.
            Po kilku minutach takich żartów, przedstawienie naprawdę się rozpoczęło. Jako pierwsze na wodną scenę wyszła dziewczyna o jasnych włosach z pojedynczym, różowym pasemkiem. Ubrana była również w różową piankę. Oliwer znał tę dziewczynę. Miała na imię Jessica i była znajomą z pracy Marlona. Poznał ją już jakiś czas temu, gdy odwiedzał Marlona w oceanarium. Była przesympatycznie ciepłą i optymistyczną dziewczyną, która, jak się okazało, potrafiła porwać tłum. Uśmiechnęła się do wszystkich serdecznie, pomachała ręką, a potem wbiegła na wyższą część sceny, gdzie znajdowały się wielkie drzwi.
            – Ta opowieść – rozległ się donośny głos narratora, wzmacniany przez potężne głośniki po obu stronach basenu. – to historia miłości o tym jak niebo zakochało się w oceanie, a ocean w niebie.
            – Jezu, to tak bardzo Disney – szepnął Aaron, zachwycony.
            Rozległy się pierwsze dźwięki przyjemnej, bajkowej muzyki, gdy Jessica zakręciła się na scenie i usiadła z wyciągniętymi nogami ku wodzie. Wpatrywała się chwilę w taflę wody, wyraźnie smutna. Dookoła niej pojawiło się kilka innych dziewczyn, ubranych w różnokolorowe stroje z dodatkowymi chustami, które imitowały skrzydła. Tańczyły w rytm muzyki, próbując włączyć do zabawy główną bohaterkę. Chociaż zakręciła się kilka razy, wciąż tęsknie zerkała w stronę wody. Jej uwagi nie odwróciły nawet dwie prawdziwe papugi, które pojawiły się na scenie pod opieką dwóch tańczących dziewczyn.
            Gdy zakończyła się ich sekwencja, wbiegły za drzwi, porywając ze sobą bohaterkę.
            Rozległy się brawa.
            Oliwer spojrzał jeszcze raz na miejsce Marlona i westchnął.
            – Oliwer! – krzyknął Alan. – Patrz! – Wskazał drugą stronę sceny, gdzie znajdował się most między zamkiem, a wyspą. Oliwer powiódł tam wzrokiem i opadła mu szczęka. Na wyspie pojawił się ubrany w szarą piankę Marlon ze swoimi niebieskimi włosami. Uśmiechnął się serdecznie i rozłożył ręce, przywitany brawami.
            – Marlon… – Oliwer zamrugał oczami, a Delilah z wielką lubością nakręciła ten moment. – Co on tam robi?! – Spojrzał na nas.
            – Skąd mamy wiedzieć? – zapytała Delilah. – Wiemy tyle co ty.
            Oliwer wrócił wzrokiem na scenę, gdzie Marlon właśnie w towarzystwie kilku innych ubranych na ciemno mężczyzn, których stroje miały rybie akcenty jak chociażby płetwy, dotarł do mostku. Krzyknął głośno coś niezrozumiałego i po chwili spod mostu wypłynęły dwa delfiny, wywołując dodatkowy aplauz publiczności.
            – Delfiny! – Alan wyglądał na poruszonego. – One są takie super!
            – Pływałeś z nimi, prawda? – zagadał Aaron.
            – Tak! Cudowne!
            Nie czekając dłużej, Marlon wskoczył do wody wraz ze swoją ekipą. Wypłynęli w różnych miejscach basenu, Marlon najbliżej szklanej ściany, dzięki czemu doskonale go widzieliśmy. Zanurkował ponownie i przywołał do siebie jednego z delfinów. Zręcznie złapał go za płetwę i niczym torpeda, ruszył pod wodą, przepływając wzdłuż szklanej ściany, aby móc się zaprezentować. Prawie wszystkie dzieci wstały z miejsc, krzycząc  zachwytu. W tym Alan.
            – Też chcę! – krzyknął.
            – Uspokój się, duże dziecko. – Aaron złapał go za koszulę i pociągnął, aby wrócił na miejsce. – Później możesz porozmawiać z Marlonem…
            – Ja chcę teraz. – Już był gotów wskoczyć do basenu, gdyby nie to, że Delilah nadepnęła mu na stopę. Boleśnie. Dwa razy. – AU!
            – Siadaj, wypłoszu! – Delilah, odkąd zaczęła spotykać się Joanne, zaczęła mniej przeklinać, zastępując brzydkie wyrazy ich mniej brzydkimi odpowiednikami.
            W tym momencie Marlon wykonywał kolejne sztuczki z delfinami, chociażby siadając na nim i płynąc przed siebie. Kolejny akrobata płynął na delfinie i gdy stworzenie skoczyło, zrobił to i on, robiąc salto. Wpadli do wody, rozchlapując ją na pierwsze rzędy.
            Po pięciu minutach takich akrobacji, pływania, skakania i muzyki, Marlon wypłynął na brzeg, odgarniając swoje niebieskie włosy z czoła. Skłonił się i klasnął w dłonie. Wtedy dwa delfiny wypłynęły na wyspę, zrobiły obrót i wpadły ponownie do wody.
            Rozległy się brawa, a Alan uderzał w pięści wyjątkowo gorliwie.
            Akty były krótkie, ale widowiskowe. Na przykład w akcie trzecim, Marlon i Jessica, ocean i niebo, spotkali się na moście i tam zaczęli tańczyć, obserwowani przez swoje grupy. O ile kobiety-ptaki nie były do końca zachwycone tańcem, to mężczyźni-ryby gwizdali i kibicowali Marlonowi. Następnie tańcząca para zeszła na wyspę i w momencie, gdy kręcili się w koło, dwa delfiny wypłynęły ponad taflę wody, imitując ich ruchy. Kręciły się w koło, machając mocno swoimi ogonami.
            Oliwer roześmiał się głośno i pokręcił głową.
            Również i dwie papugi zaczęły zataczać kręgi nad tańczącymi na wyspie. Następnie Marlon gwałtownie odbiegł od swojej partnerki i wskoczył do wody. Gdy zaskoczona podbiegła do brzegu, wynurzył się z dwoma delfinami i wyciągnął ku niej dłoń. Ujęła ją, a kobiety-ptaki wpadły w popłoch, gdy i Jessica wskoczyła do wody.
            Płynąc razem z delfinami dotarli na środek basenu. Delfiny krążyły wokół i co jakiś czas skakały wysoko, ponownie rozchlapując wodę. Urzeczona Jessica dołączyła do zabawy i teraz to ona pływała ze zwierzętami. Gdy płynęła na plecach, one obok niej na swoich grzbietach.
            Lecz wtedy muzyka się zmieniła. Okazało się, że ptasie przyjaciółki naskarżyły na bohaterkę i teraz nad basenem pojawiło się kilku akrobatów, którzy imitowali lot ptaków. Delfiny odpłynęły, a sam Marlon został przegoniony z powrotem na wyspę. Triumf ptaków nad stworzeniami morskimi został przedstawiony kilkoma akrobacjami w powietrzu, a w tym czasie bohaterka została zabrana przez swoje przyjaciółki do zamku, znów znikając za wielkimi drzwiami.
            Na zakończenie tej sceny, gdy podniebni akrobaci zniknęli, widać było jak Marlon siada na brzegu, mocno przybity. Podpłynęły do niego dwa delfiny, które ułożyły swoje łby na kolanach Marlona niczym dwa psa. Pogłaskał je, a potem wskoczył do wody i popłynęli za scenę.
            Dzieci wydały z siebie jęk zawodu, a mała dziewczynka siedząca niedaleko zapytała mamę z niepokojem czy to już koniec, bo jeżeli tak, to ona traci wiarę w ludzkość. Delilah nie mogła być bardziej szczęśliwa z tego powodu, że udało jej się to nagrać.
            Na szczęście starzy weterani Disneya (a w pierwszy rzędzie siedziała ich przynajmniej siódemka) doskonale wiedzieli, że zakończenie będzie szczęśliwe. Pytanie tylko – jak będzie wyglądało?
            Odpowiedź nadeszła niedługo, bo po uporaniu się ze złymi piraniami (tak, to były złe piranie, które porwały jedną z ptasich przyjaciółek Jessici), delfiny zwyciężyły, a wśród nich triumfował Marlon, który stanął na grzbietach obu stworzeń i płynął przed siebie, rozchlapując wodę i śmiejąc się wesoło.
            Na widok Jessici jednak zagapił się i w komiczny sposób wleciał do wody, wywołując przy tym głośny śmiech. Wypłynął na środku basenu, obserwując dziewczynę, do której teraz przymocowano liny akrobatyczne. Po sekundzie wbiła się w górę, krążąc nad wodą, wśród dźwięków czegoś co ewidentnie brzmiało jak finałowa piosenka.
            Ptasie-kobiety i rybo-mężczyźni tańczyli ze sobą, a Jessica powoli obniżała swój lot. Była teraz tuż nad Marlonem. Złapał ją za dłoń i kręcili się wokół przez jakiś czas, by po chwili złapać się mocowań. Unosili się coraz wyżej i wyżej, wynurzając Marlona z wody. I tak jak on na początku przedstawił jej swój żywioł, ona zabrała go do swojego. Marlon podciągnął się na linach i teraz zrównał się głowami z Jessicą. Uśmiechnęli się do siebie, a potem Marlon się puścił i wskoczył z powrotem do wody.
            Ostatnie sceny polegały na skokach do wody z wysokości przez rybo-mężczyzn i powietrznych akrobacjach wykonywanych przez ptasie-kobiety. Marlon i Jessica, trzymając się za ręce, machali do publiki. Jednak ostatni popis należał do skaczących delfinów.
            Przedstawienie zostało nagrodzone brawami. Oliwer wstał, klaszcząc głośno i uśmiechając się do Marlona. Alan krzyknął coś niezrozumiałego, a Aaron zachichotał.
            I gdy wszyscy myśleli, że przedstawienie się zakończyło, Jessica dostała do ręki mikrofon.
            – Drodzy państwo, proszę zostać na miejscach. Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz do zrobienia. – Uśmiechnęła się do zaintrygowanego tłumu. – Niewielu z was pewnie wie, ale ten czarujący chłopak po mojej lewej stronie to Marlon Fisher. – Rozległy się zasłużone brawa, gdy Marlon pomachał jedną ręką. – Natomiast wśród was siedzi wyjątkowa dla niego osoba. Zapraszamy ją tutaj.
            Nim Oliwer zdążył zadać pytanie „o co chodzi?” dwie pary rąk uniosły go ze swojego siedzenia i poprowadziły wprost do wejścia na scenę. Obejrzał się na swoich przyjaciół, ale oni nie ruszyli się z miejsca. Delilah za to wszystko nagrywała, uśmiechając się w sposób, o którym można by powiedzieć jako „niecny”.
Jedna z ptasich-kobiet i jeden z rybo-mężczyzn prowadzili go przez wyspę, aż w końcu dotarli na środek sceny. Oliwer wpatrywał się zszokowany w Marlona, a ten wyszczerzył zęby. Stanął po drugiej stronie Jessici. Marlon mrugnął do niego.
– Co się…? – zaczął Oliwier, ale dziewczyna mu przerwała
– Witaj. Jak masz na imię? – zapytała i podsunęła mu mikrofon pod twarz.
– Eee… Oliwer. Oliwer Watson.
– Znasz Marlona, prawda?
Oliwer prawie parsknął śmiechem.
– Tak. Znam. Zdarzyło mi się zamienić z nim kilka słów – odpowiedział, raczej ironicznie.
– To dobrze, bo już się bałam, że pomyliliśmy chłopaków – odparła Jessica. Wręczyła mikrofon Marlonowi i odsunęła się odrobinę.
Marlon odchrząknął nieporadnie i podszedł do Oliwera. Uśmiechnął się krzepiąco.
– Oliwer, chciałbym ci podziękować za to ile wniosłeś do mojego życia. Ostatnie cztery lata były najlepsze w moim życiu i nie wyobrażam sobie kolejnych bez ciebie – wyznał, a na trybunach nastało poruszenie. – Chociaż kocham cię odkąd skończyłem szesnaście lat, nie sądziłem, że kiedykolwiek będę tak wielkim szczęściarzem, aby w końcu z tobą być.
– Marlon – powiedział ostrożnie Oliwer.
– Dlatego jest coś o co bardzo bym chciał cię zapytać i jednocześnie poprosić – mówił, a do jego głosu wdarła się drżąca nutka.
– Marlon – powtórzył Oliwer, robiąc wielkie oczy.
Marlon złapał swojego chłopaka za rękę i poprowadził na brzeg gdzie czekał na nich jeden z delfinów. W swoim pysku trzymał podłużny pakunek ze wstążką. Marlon zręcznie wyciągnął go spomiędzy zębów delfina, a następnie uklęknął przed Oliwerem.
– Marlon! – Teraz Oliwer już prawie krzyknął, cofając się o krok. Marlon przełknął ślinę i otworzył pudełeczko, w którym znajdowało się pierścionek.
– Wyjdziesz za mnie? – zapytał Marlon.
Tłum oszalał. Rozległy się brawa i krzyki zachęty. Oliwer przyglądał się przez sekundę Marlonowi, a potem skinął głową.
– Tak – odpowiedział, czując suchość w gardle. Serce prawie mu wyskoczyło z piersi, gdy ukucnął, aby objąć Marlona. Kolejne wiwaty i oklaski wypełniły trybuny. Wyprostowali się, aby Marlon mógł założyć pierścionek. – Nie wiem na której ręce powinno być – wyznał z zaczerwionymi oczami.
– Na prawej. Na palcu serdecznym.
– Mojej prawej czy twojej prawej? – jęknął Oliwer.
– Twojej, Oliwer – odpowiedział z uśmiechem, wsuwając pierścionek na prawą dłoń Oliwera.
Oliwer na sekundę spojrzał na nowy nabytek, a następnie objął mocno Marlona i pocałowali się. Marlon był cały mokry, ale i tak się do siebie przytulili. Następnie Oliwer schował twarz w piersi Marlona i zadrżał kilka razy. Marlon objął go mocno.
– Płaczesz? – zapytał cicho, gdy ludzie wciąż bili brawo.
– Nie – odpowiedział hardo. – Miałem nadmiar wody w organizmie. – Zamilkł na chwilę, aby potem dodać: – Śmierdzisz rybą…
Marlon roześmiał się i złapał Oliwera za podbródek, unosząc jego twarz ku górze. Oliwer rzeczywiście płakał ze wzruszenia i nadmiaru emocji. Pocałowali się jeszcze raz. Mniej więcej w tym samym momencie z wody wyskoczyły dwa delfiny, ochlapując przy tym dwójkę narzeczonych.
– Spójrz na widownię – porosił Marlon. Spojrzeli w tamtym kierunku i Oliwer zdał sobie sprawę ile znajomych twarzy właśnie się do niego uśmiecha. Wszyscy jego bliscy znajomi ze studiów, którzy skryli się w rogu, aby ich nie widział w trakcie przedstawienia. Na samym przedzie machali do niego Alan, Aaron, Delilah, Joanne, Steven i Erica.
– Mama? Tata? – Oliwer prawie się przewrócił, gdy zobaczył w tłumie swoich rodziców. Machali do niego, uśmiechając się. Oliwer naprawdę bardzo się starał, aby teraz się nie rozpłakać. Jego wzrok padł na tatę Marlona i jego młodszą siostrę, którzy unieśli wysoko kciuki w powietrze. – Co oni tu robią?
– Zaprosiłem ich – odpowiedział Marlon. – Chciałem, aby byli częścią tego wydarzenia.
– Marlon…
– Gratuluję! – Jako pierwsza podeszła do nich Jessica. – Chodźcie, chodźcie! Reszta też chce wam złożyć gratulacje.
Gdy tylko opuścili wyspę i wrócili na część z trybunami, dopadli ich wszyscy przyjaciele i rodzina. Gratulowali im, ściskali, śmiali się, cieszyli, a Oliwer nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatni raz czuł się tak dobrze i tak lekko. Tak wypełniony miłością i szczęściem.
Cały czas trzymał się blisko Marlona, bojąc się go spuścić z oczu. Nie mógł uwierzyć, że spotkała go taka niespodzianka. Rozkleił się zupełnie, gdy ojciec Marlona powiedział do niego „Witaj w rodzinie. Tak oficjalnie, bo już od dawna w niej byłeś”. Dlatego, gdy przytulał się do mamy, chlipał i kręcił głową.
Od kiedy stał się taki emocjonalny? Zawsze uważał siebie za kogoś zrównoważonego. Wiele razy to on był tym, który sprowadzał Marlona na ziemię i chłodno kalkulował sytuację. A więc, dlaczego?
Głosik w głowie zaśpiewał mu odpowiedź – bo ktoś chce z tobą spędzić resztę życia, wiedząc jakim okropnym człowiekiem potrafisz być. Skorym do przedwczesnej paniki. Skorym do bycia obojętnym i zamkniętym w sobie. Skorym do bycia zamartwiania się.
A Marlon, mimo tego wszystkiego, chciał jego i tylko jego. Symbolicznie czy nie, pierścionek był tego dowodem.
Już chciał wszystkich poprosić, aby dali mu trochę ochłonąć, bo się odwodni, gdy podeszła do niego mała dziewczynka, której nie znał. Przyjrzał się jej, a ona jemu. A potem wręczyła mu balonik, mówiąc że to na szczęście. Oliwer objął dziewczynkę i podziękował jej bardzo serdecznie, po czym przyjął niebieski balonik z delfinem.
Nigdy nie zapomniał tego dnia.

***

– Alan? – Usłyszałem i otworzyłem oczy. Spojrzałem w lewo. Aaron przyglądał się mi uważnie. – Przysnęło ci się?
– Chyba tak. – Usiadłem na ręczniku i się przeciągnąłem. – Dobra, niech będzie.
– Hm?
– Pójdziemy po ten garnitur – powiedziałem. – I buty. Dobra, czarnych skarpetek też nie mam. Zasadniczo to chyba potrzebuję wszystkiego!
Aaron uśmiechnął się.
– Dziękuję.
Nachyliliśmy się ku sobie i się pocałowaliśmy.
– Są i moje geje. – Usłyszeliśmy tuż nad sobą. Unieśliśmy głowy, aby zobaczyć Delilahę. Tym razem patrzyła na nas z góry zbyt dosłownie. – Wybraliście już zasłony do salonu?
– Cześć, Del – przywitał ją Aaron. Jak zwykle uprzejmie. – I tak, wybraliśmy. Kupiliśmy je tydzień temu.
– Och, powiedz jej jakie fajną pościel znaleźliśmy! – zapiałem. Aaron uśmiechnął się szeroko.
– Del, znaleźliśmy pościel w małe kangurki. Są urocze!
Delilah zmrużyła oczy.
– Geje – skwitowała i usiadła obok nas.
– A Alana znalazł fajne pudełko na szczoteczki do zębów, które… – zaczął Aaron, ale dziewczyna mu przerwała.
– Zapytałam o te zasłony z czystej złośliwości, dobra? – Wzniosła ręce ku niebu. – Bo zamieszkaliście razem i zachowujecie się o k r o p n i e.
– Wcale nie – sprzeciwiłem się.
– Wrzuciliście zdjęcie nowego stolika na instagram – oznajmiła. Jak dla mnie zbyt oskarżycielskim tonem. – Otagowaliście to jako „lovelife”. Jeżeli według was „lovelife” to stolik, to powodzenia.
Wymieniliśmy się z Aaronem spojrzeniami.
– Ten stolik jest zajebisty i skręcaliśmy go prawie godzinę – odpowiedziałem dumnie. A następnie z Aaronem przybiliśmy sobie żółwiki. – Opowiedzmy jej o tych fajnych ramkach na zdjęcia. Będzie zadowolona.
Delilah wydała z siebie krzyk, który zahaczał o pomstę do nieba. Razem z Aaronem zachichotaliśmy.
            – Rozumiem. Zamieszkaliście razem. Sracie tęczą. Dość o tym. Wystarczyło, że tydzień temu latałam z Oliwerem, aby wybrać tort. I wiecie co? – Spojrzała na nas groźnie. – Wszystkie smakują tak samo! Ale nie, Oliwer nie mógł się zdecydować przez dwie godziny! Za dużo gejów, słowo daję.
            Spojrzałem na nią smutno.
            – Więc pewnie nie chcesz posłuchać o nowym blenderze, który dostaliśmy od rodziców Aarona.
            – Zabiję cię – syknęła.
            – Daj już jej spokój, Alanie. Delilah zna dobre miejsca w Sydney, w których można ukryć ciało – poinformował mnie Aaron. – Jutro idziemy na zakupy z Alanem, aby wybrać dla niego garnitur. Masz już strój dla siebie?
            – Co? Musimy się jakoś ładnie ubrać? – Delilah wyglądała na zaskoczoną, a ja poczułem z nią niesamowitą jedność. – Jezu, ja tak źle wyglądam w eleganckich strojach.
            – Wcale nie – zaprzeczył Aaron. – Zdjęcia z balu licealnego mówią inaczej.
            – To było kilka lat temu!
            – Wciąż wyglądasz olśniewająco – zapewnił Aaron, co nieco poprawiło humor naszej przyjaciółce.
            Przez resztę czasu leniliśmy się na plaży, pałaszując lody, po które poszedłem. Nie chciało mi się wracać do domu. Mógłbym tu spać, ale Aaron nie podzielał mojego zdania. Obudził mnie po jakimś czasie i zarządzi powrót do domu. Chociaż ją zaprosiła, Delilah odmówiła, mówiąc że jeszcze musi iść się spotkać z Joanne. Pożegnaliśmy się na bulwarze i rozeszliśmy się w swoje strony.
            Dzień na plaży naładował moje baterie. Ponieważ byłem senny, to Aaron prowadził. I tak wyszło nam to na dobre, bo przynajmniej nie zgubiliśmy się kolei miejskiej. Wsiedliśmy do naszego pociągu i przejechaliśmy kilka stacji, zatrzymując się na przystanku niedaleko naszego mieszkania. Musieliśmy pokonać jeszcze niecałe trzysta metrów.
            – To był przyjemny dzień – stwierdził Aaron, szukając kluczy w torbie. – Naładowałem baterię. A ty?
            – Też – przyznałem, gdy otwierał drzwi. Zaczęliśmy wspinać się po schodach do naszego mieszkania na drugim piętrze. – Chociaż muszę wziąć prysznic. Masz ochotę mi potowarzyszyć?
            – A kto zrobi kolację?
            – Zamówimy pizzę – zasugerowałem.
            – Naprawdę włączył ci się leń, co?
            – Zasługuję na to – powiedziałem, przeciągając się. – W ciągu tygodnia nie próżnuję.
            – To prawda – przyznał Aaron, otwierając teraz drzwi do naszego mieszkania. – Dobrze, niech będzie pizza. Ty zamawiasz.
            – O, tak!

***

            Prysznic z Aaronem zaliczyłem do udanych, chociaż niechcący oblaliśmy sporą część ściany. Podczas, gdy Aaron suszył włosy, ja odebrałem pizzę (w ręczniku), a potem usiadłem na dywanie i czekałem na mojego chłopaka. Przysunęliśmy nasz nowy stolik i rozłożyliśmy na nim pizze, a potem włączyliśmy sobie film na Netfliksie.
            – Chyba nabiłem sobie siniaka jak byliśmy pod prysznicem – stwierdził Aaron przyglądając się swojej łydce. – Jak? Kiedy?
            – Nie wiem. Skupiałem się na czymś innym.
            Aaron uśmiechnął się pod nosem.
            W tym momencie zadzwonił telefon Aarona. Odebrał.
            – Tak, Oliwer. Słucham? – spytał, sięgając po kawałek pizzy. – Nie, nie robimy nic. A co? – Po chwili zmarszczył czoło. – Teraz? Spytam się, poczekaj. – Aaron przyłożył dłoń do głośnika komórki i spojrzał na mnie. – Oliwer się pyta czy chcemy iść teraz z nim i Marlonem na kolację.
            – Jezu, dobrze, że nie ma tu Del, bo by wybuchła – zachichotałem. – Masz ochotę?
            – Na kolację? – Spojrzał na pizzę. – Wiem, że głupio pytam, ale pewnie i tak traktujemy to jak podwieczorek, prawda?
            – Zgadza się – odpowiedziałem. – Doskonale wiesz, że jemy o wiele więcej niż powinniśmy.
            Popatrzyliśmy sobie w oczy.
            – Dobra – powiedzieliśmy równo. Aaron wrócił do rozmowy z Oliwerem. – Jesteś? Z chęcią pójdziemy z wami, tylko gdzie? Dobra. Będziemy o dziewiątej. Na razie.
            Rozłączył się i odłożył telefon.
            – Rano idziemy biegać – poinformował mnie, sięgając po kolejny kawałek pizzy.

***

            Oliwer, jako kucharz, miał oko co do restauracji i chodzenie z nim na jakiekolwiek posiłki było czymś wyjątkowym. Przede wszystkim dlatego, że wybierał on ciekawe, oryginalne i smaczne lokale, bawiąc się przy tym krytyka kulinarnego, chociaż raczej dla siebie samego niż dla wyznawców yelpa.
            Tym razem wysłał nam lokalizację restauracji, która głosiła, że jest wiernym odwzorowaniem kuchni hiszpańskiej, co dla mnie oznaczało dużo owoców morza. Gdy przyszliśmy z Aaronem, Oliwer i Marlon siedzieli już przy stoliku tuż przy otwartym szeroko oknie, wyglądającym na zatokę.
            Oliwer powitał nas spokojnym skinięciem głowy, a Marlon wyszczerzył zęby.
            – Siemanko! – rzucił wesoło, gdy usiedliśmy naprzeciw nich. – Gotowi na tapas?
            – Tapas to tylko przystawki, Marlon – poinformował uprzejmie Oliwer.
            – No to na tapas i danie główne?
            Otrzymaliśmy menu od kelnera, który swoim wzrokiem zjadał ładnie zarysowane mięśnie Marlona, a które dzisiaj skrył jedynie za błękitnym bezrękawnikiem.
            – Masz zamiar wziąć ślub w niebieskich włosach? – zapytałem.
            Marlon przejechał dłonią po głowie i wzruszył ramionami.
            – Chyba tak. Przeszkadza ci to? – zapytał Oliwera. Ten pokręcił głową.
            – To kwintesencja ciebie – stwierdził. – Poza tym może będą ci pasować do krawatu. Niemniej powinieneś zadać sobie pytanie czy chcesz oglądać siebie na zdjęciach za trzydzieści lat w niebieskich włosach.
            Marlon zaczął intensywnie się nad tym zastanawiać, sądząc po tym, że się na chwilę zawiesił.
            – Stresujecie się? – zapytał Aaron.
            – Po tych wyjątkowo stresujących oświadczynach już chyba nic nie jest w stanie mnie zestresować – stwierdził Marlon, wciąż odrobinę zamyślony.
            Następnie przyszedł kelner zebrać nasze zamówienia i zaproponował wino. W momencie, gdy czekaliśmy na dania, Marlon pokazywał Aaronowi zdjęcia z dzisiejszego dnia, które sobie zrobili w trakcie spaceru po Sydney.




            – A to leci na instagram – stwierdził Marlon, podkreślając ważność owego zdjęcia.
            – Och, jest super! Świetnie na nim wyszliście – przyznał Aaron.
            – Tak, ale Oliwer nie patrzy w obiektyw.
            – Obczajałem faceta, który akurat tamtędy przechodził. Co za tyłeczek – odpowiedział niewinnym tonem. Marlon go szturchnął.
            – Drań – stwierdził, a potem wrócił do przeglądania zdjęć. Ja spojrzałem rozbawiony na Oliwera, a ten pokręcił głową.
            – Nie pytaj. Polubił instagram.
            – Widzę – przyznałem. – Jak nastrój? Delilah mówiła, że byłeś próbować torty.
            – Tak. W życiu nie sądziłem, że będę kiedyś to robił – westchnął ciężko. – To zajmujące zajęcie, ale Delilah na szczęście była cierpliwa i wspierająca.
            Słyszałem inną relację, ale wolałem Oliwera nie wyprowadzać z błędu.
            – I wybrałeś?
            – Tak. Chciałem samemu zrobić tort, ale okazało się, że brakuje mi zdolności jeżeli chodzi o desery.
            – Robisz bardzo dobry sernik – wtrącił Marlon. – Mam nawet zdjęcie…
            – Nie podałbym sernika na własnym ślubie. – Oliwer zmarszczył czoło, odrobinę zniesmaczony. Marlon zachichotał.
            Podano nam nasze dania. W dużej mierze wziąłem z Aaronem „na spółę”, bo nie wyobrażałem sobie, abym zjadł teraz miskę krewetek. Czując, że jutro będę umierał z przejedzenia, skoncentrowałem się na walorach smakowych.
            Na koniec dostaliśmy jeszcze po kieliszku nalewki domowej roboty. Bardzo miłe pożegnanie. Gdy wychodziliśmy, było koło jedenastej, ale wieczór był tak przyjemnie ciepły, że jeszcze raz skierowaliśmy się na plażę. Wiele osób musiało pomyśleć to samo, bo gdy tam dotarliśmy minęliśmy kilka imprez.
            Lubiłem spacer po zatoce, bo widać stąd było Harbour Bridge i Operę, która dzisiaj podświetlona była na fioletowo. Marlon zrobił kilka zdjęć, a potem objął Oliwera. Ja z kolei objąłem Aarona i wpatrywaliśmy się w wodę. Uśmiech sam wpełzł na moją twarz.
            Kochałem to miasto.

***

            Aaron już spał. Leżał obok mnie, skulony, przykryty jak zawsze tylko na boku, odsłaniając nogi. Ja natomiast leżałem na plecach i wpatrywałem się w odsłonięte okno tuż obok łóżka. Czasami miałem takie momenty, że nie mogłem zasnąć, tonąc w myślach. Nieczęsto tak było, ale teraz tak.
            Zacząłem się zastanawiać nad tym co wkrótce czekało Marlona i Oliwera. Ślub cywilny oparty na prawach związku partnerskiego. Czy jakoś tak. Oliwer mi to tłumaczył, ale nie bardzo zrozumiałem. Tak czy siak, na pewno jest to więcej możliwości niż w Polsce.
            Nie lubiłem, gdy mój umysł przestawiał się z luzackiego na filozoficzny, ale chyba to były etapy stawania się dorosłym. Moje myśli krążyły wokół tego wszystkiego co mogę mieć w przyszłości, o czym nigdy nie myślałem w Polsce. Tutaj mogłem mieć związek, ślub, wspólną pożyczkę i to wszystko z facetem. Po prostu tutaj było to możliwe. W Polsce miałem tylko jednego poważnego chłopaka, ale szczerze powiedziawszy, nie widziałem z nim dłuższej perspektywy poza tym, że będziemy razem. I co dalej? Nie mogliśmy mieć nic wspólnego. Jasne, istniały kruczki prawne, ale wolałbym coś oficjalnego niż ukrytego, wręcz wyrwanego z rąk prawa.
            Jakby się nad tym zastanowić w Polsce mogłem mieć… związek. Na zasadzie „jesteś moim chłopakiem, a ja twoim”. I co dalej? Tu się kończy droga.
            Teraz, gdy na własne oczy widziałem, że można iść o krok dalej, zastanawiałem się czy samemu wykonam ten krok? To było dziwne uczucie. Myślałem, że jestem wyoutowany, ale okazuje się, że nie żyłem pełnią tego co mogłem mieć. Nie oznaczało to, że chcę już jutro klękać przed Aaronem z pierścionkiem, niemniej miło było wiedzieć, że w przyszłości będę miał taką możliwość.
            Co prawda ciężko będzie przebić oświadczyny Marlona, ale na pewno wymyśliłbym coś równie oryginalnego.
            – Nie śpisz – stwierdził cicho Aaron. Spojrzałem w jego stronę. Spoglądał na mnie zaspanym spojrzeniem. – Coś cię trapi?
            – Właściwie to… nie. – Uśmiechnąłem się do niego. – Powiedzmy, że odkrywam nowe możliwości.
            – Hm? Jakie? – zapytał.
            – Dotyczące przyszłości – odparłem.
            – Wtajemniczysz mnie?
            Pocałowałem go w czoło.
            – Ciebie na pewno – zapewniłem. – Idźmy spać. Jutro masz mnie przeciągnąć po sklepach, pamiętasz?
            – Hmm… Tak, pamiętam. – Przysunął się i położył głowę na moim torsie. – Dobranoc, Alan… Kocham cię.
            Pocałowałem czubek jego głowy.
            – Ja ciebie też kocham.
            Czułem, że przyszłość będzie dobra jeżeli i ja pozostanę po pozytywnej stronie myśli.